1 luty 2010 @ 23:22
Jak stary Piekarczyk kozy szukoł
W Bytomiu górnicy dawniej zawsze jeszcze coś chowali. Stary Piekarczyk mioł pora królików, gołębie i jedna koza. Jak ją roz posoł, to się tak z kamratami zagodoł, że ani sie nie spostrzegł, kiedy mu koza znikła. Do swojej starej nie mioł ani co chodzić, bo bez kozy i tak by się przy niej nie ostoł. Wzion i począł szukać. Schodził cały Bytom, ani sie nie obejrzoł, a był już w Katowicach. Spotkoł tam znajomego i mu to swoje utrapienie opowiedzioł. Ten mu pado:
— Pódź do mie na kwater, wyśpisz i jutro od początku poczniesz szukać.
No i dobrze, chłop sie umył, położył, ale tyla co sie mioł przykryć pierzyną, wpadł gospodarz i pado:
— Słuchej kamrat, nie miej mi tego za złe, ale wiysz, wynajmują łóżka. Już żech myśloł, że dzisioj żodyn nie przyjdzie, a tu akurat tacy młodzi o nocleg proszą. Czy nie mógłbyś tak pod łóżkiem spać? Wybocz, ale oni mi zapłacą za ta noc.
No i chłop, chcąc nie chcąc, wlazł pod łóżko. Ci młodzi przyszli, seblekli sie, położyli i naroz ten chłop tak sie odezwał do tej baby:
— Babeczko moja złota, ty mi nie wierzysz, ale jo naprowda w twoich oczach widza cały świat!
No wiecie, na to ino stary Piekarczyk czekali! Jak wyskoczyli spod łóżka, tak na głos zawołali:
— Jezderkusie! Bydom tacy dobrzy i spojrzą tam ino, czy kaj tam mojej kozy nie widać?
Kategoria: Bez kategorii Stały link · Brak komentarzy »